Nazywam się Mateusz Władysław Wilk i zacznę od tego, że nie będę wam pisać o jakiejś dziejowej misji naprawienia szkoły czy też innych mitycznych opowiastkach o nieskazitelnych intencjach, planach na wiekopomne dzieła i o niewiarygodnych kompetencjach pozwalających te dzieła zrealizować. Stawiam na szczerość, bo w przeciwieństwie do takich oczomydlaków jestem w stanie sobie na to pozwolić. Przechodząc do rzeczy z mojej perspektywy najważniejszej, czyli powodu mojej chęci wejścia do rządu, jest znana bądź nie maksyma: jak jest trudno, to nienudno. Bycie częścią rządu zapewni mi na tyle trudności, żeby oderwać mnie od rutyny, ale dzięki uprzejmości Pana Nelke nie na tyle aby mnie przygnieść i wykraść blask z oczu. Jeżeli zaś chodzi o moje kompetencje (wszak dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane), to mam straszną awersję do sprawiania ludziom mi bliskim zawodu. Z tegoż tytułu, o cokolwiek nasz przyszły przewodniczący mnie poprosi, staram się spełnić ,jak tylko mi pozwalają moje możliwości, co przynosi niezgorsze skutki. Jako przykład jeden z wielu, mogę podać szkolną familiadę, której jestem współorganizatorem. Jak mówi Pismo: „Po owocach ich poznacie”, a jak na razie, od konsumpcji mojej pracy, nikomu nie ścierpły zęby (ich synom również). Jeżeli ktoś cierpi z powodu braku popularnych w tego typu wypowiedziach, niezwiązanych z niczym, fakcików o mnie to moim ulubionym zespołem zagranicznym jest Dire Straits, a jedną z ulubionych piosenek z ich repertuaru jest „Lady Writer”.
Na zakończenie powiem: „i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32) sprawdzajcie ile jest prawdy w tym, co mówią kandydaci i ich poplecznicy (ja również), i nie dajcie się zwieść kłamstwom to może coś dobrego z tych wyborów nam przyjdzie.
